PARP | Wspieramy e-Biznes | Portal Innowacji | Akademia PARP | KSU | EEN | Promocja Postaw Proinnowacyjnych | Inwestycja w kadry | Pozostałe portale
45 na plus
Inwestycja w kadry 3
Szkolenia środowisko
CIP
Firmy rodzinne
Powiązania kooperacyjne
Telepraca
BKL
Zamówienia publiczne
Planowanie strategiczne
E-punkt
Instrument Szybkiego Reagowania
Aktywny emeryt
Partnerstwo Publiczno-Prywatne
O nas | Kontakt | Mapa strony | English version

Ułatwienia:

Forum

Najnowsze wpisy:


zobacz wszystkie

Gdzie jesteś > Dotacje > Fundusze struktualne > Polska i Europa muszą po...

Polska i Europa muszą postawić na nauki stosowane

2009-09-18 przez admin

O 7. Programie Ramowym Badań, Rozwoju Technologicznego i Wdrożeń Unii Europejskiej z jego sprawozdawcą w Parlamencie Europejskim, profesorem Jerzym Buzkiem rozmawia Piotr Golik

 

Piotr Golik (PAP): Polska jako pierwszy kraj członkowski Unii Europejskiej uroczyście zainaugurowała 7. Program Ramowy. Beczkę miodu popsuła jednak łyżka dziegciu ? krytyczne oceny jego poprzednika ? 6. Programu, a zwłaszcza naszego w nim udziału. Czy Pan Profesor je podziela?
Jerzy Buzek: Uważam, że należy krytycznie oceniać nie sam program, ale sposób i skalę jego wykorzystania w naszym kraju. I to przy uwzględnieniu obiektywnych trudności, które brały się choćby z tego, że pełnoprawnym uczestnikiem 6. Programu Ramowego staliśmy się niejako ?w biegu?, po 1 maja 2004, kiedy to wiele przedsięwzięć było już od pewnego czasu w trakcie realizacji. A więc w ich trakcie polscy badacze dopiero uczyli się zawiłych niekiedy procedur i szukali partnerów gotowych do współpracy, którzy z kolei, choćby ze względu na swoje doświadczenia z aparatem biurokratycznym Komisji Europejskiej, nie chcieli sobie komplikować sytuacji.

PG:
Mieliśmy jednak do czynienia także ze świadomymi posunięciami, jak wytyczne A. Mitsotasa z Dyrekcji Generalnej ds. badań Komisji Europejskiej, które preferowały państwa ?starej? Unii...
JB: Owszem, ale z tego doświadczenia wyciągnięto już wnioski. W Parlamencie Europejskim przeprowadziliśmy zapisy, które uniemożliwiają jakąkolwiek dyskryminację projektów nie tylko ze względu na długość stażu danego kraju w Unii, ale i zapewniają pełnię praw badaczom z państw stowarzyszonych. Co więcej, do 7. Projektu Ramowego wprowadziliśmy nawet pewne przywileje dla słabiej rozwiniętych regionów Unii, na czym mogą skorzystać niektóre z polskich projektów. Warto podkreślić również wzrost funduszy na małe granty, który nie tyle preferuje kraje nowe i mniejsze, ale wyrównuje ich szanse.
Podobne znaczenie mają specjalne konkursy dla firm z sektora MŚP. Jak wiadomo w Polsce nie ma koncernu w rodzaju DaimleraChryslera, który wydaje rocznie na badania i rozwój osiem razy tyle co nasz budżet, nie ma Shella, Siemensa czy Nokii. Mamy jednak małe i średnie firmy innowacyjne mogące z powodzeniem konkurować ze swymi odpowiednikami z krajów ?starej? Unii. Z satysfakcją stwierdzam, że polskie firmy, jednostki naukowe, samorządy bardzo dynamicznie przygotowują się do nowej formuły wykorzystania środków 7. Programu Ramowego. Bardzo szybko przestawiamy się na filozofię konieczności ścisłej współpracy świata nauki z przemysłem. Powstają platformy technologiczne, klastery regionalne, które z dużym powodzeniem włączają się w pracę europejskich struktur tego typu.

PG:
Były i pozostaną przeszkody naprawdę nie do uniknięcia, choćby osławiona nadsubskrypcja, czyli ogromna przewaga liczebna wniosków nad możliwościami nie tylko finansowymi, ale i ?przerobowymi? Komisji...
JB: Cóż, na to po prostu nie ma rady. Szansę na pozytywne rozpatrzenie miał co siódmy wniosek. Ale powstała sytuacja ma i pozytywne strony. Po pierwsze selekcja powinna wyłonić propozycje najlepsze, najbardziej innowacyjne i zmniejszające dystans dzielący Europę z USA i Japonią. Po drugie zaś europejskie granty, tak jak w przeszłości, spowodują mobilizację uczonych i wynalazców, których projekty mogą po części być sfinansowane z budżetów narodowych. To zadanie i zarazem wyzwanie dla narodowych systemów oceny, również polskiego. Co do funduszy unijnych to oczywiście pozostaną one ograniczone. Niemniej należy podkreślić, że środki na badania i rozwój wzrosną w latach 2007-2013 aż o 40 procent. Jako jedyne wykażą one taką dynamikę wzrostu i to w warunkach stopniowego zmniejszania pozostałych funduszy np. rolnego czy strukturalnych. Środki z tych ostatnich również będą mogły być wykorzystywane na wspieranie postępu naukowo-technicznego. To ostatnie rozstrzygnięcie jest zresztą wynikiem starań europarlamentarzystów, w tym również moich. W sprawie tej mieliśmy spotkanie z unijnymi komisarzami: Danutą Huebner, odpowiedzialną za politykę regionalną oraz z Janezem Potocnikiem, odpowiedzialnym za naukę. Ta decyzja to zresztą rezultat jasnego i koniecznego wyboru Unii i tworzących ją państw ? postawienie na badania, rozwój technologiczny i innowacyjność.

PG:
Prócz wzrostu funduszy 7. Program Ramowy obiecuje też badaczom uproszczenie procedur, co wpisuje się zresztą w kolejne zapowiedzi ograniczenia brukselskiej biurokracji. Na ile jest to realne?
JB: Tu akurat nie byłbym nadmiernym optymistą. Programy unijne to wypadkowa działań już 25, a wkrótce 27 państw członkowskich, które płacą składki, w zamian oczekując dokładnych sprawozdań od Komisji Europejskiej wydającej pieniędzy podatników. Zresztą każdy z krajów z osobna, co wiemy i z własnego doświadczenia, też boryka się na co dzień z własną biurokracją.

PG:
Polskich obserwatorów niepokoi mizerny udział naszego przemysłu w dotychczasowych programach unijnych...
JB: Na pewno jest to niepokojące i oceny tej nie zmienia fakt, że z tym problemem boryka się cała Europa. To słabość zainteresowania przemysłu sprawia, że do tej pory nie uczestniczymy w unijnych przedsięwzięciach w sposób odpowiadający choćby naszemu potencjałowi ludnościowemu. Niespełna półtoraprocentowy udział w finansowej wartości całego 6. Programu Ramowego był na pewno grubo poniżej naszych możliwości predestynujących nas do poziomu 10 procent. Z pewnością odczuwamy skutki wieloletnich zaniedbań i niedofinansowania sfery badań i rozwoju. 7. Program Ramowy i nowa perspektywa finansowa lat 2007-2013 dają możliwość zmiany tego stanu rzeczy poprzez promocję najlepszych wynalazków i rozwiązań organizacyjnych. Nie chodzi tu tylko o duże pieniądze, ale i stworzenie klimatu konkurencji.

PG:
I z tym w skali kontynentu też nie jest najlepiej. Czy w świetle dotychczasowych doświadczeń cele Strategii Lizbońskiej pozostają w ogóle realne?
JB: Pierwszy okres realizacji Strategii z pewnością należy ocenić krytycznie, co zresztą czyni oficjalny dokument Komisji Europejskiej ? raport Kocka. Wyraźnie wskazał on na niepowodzenia wzmocnienia tak zwanego trójkąta wiedzy: edukacja-badania-innowacje. Po części wynikają one z wyraźnie niższych niż w USA i Japonii nakładów państw UE na badania i rozwój, które wynoszą średnio 1,9 procenta PKB wobec 2,5 procenta po drugiej stronie Atlantyku i aż 3,1 procenta w Kraju Kwitnącej Wiśni. Ale ograniczenia kapitałowe nie są jedynym europejskim ograniczeniem. Amerykańskie i japońskie badania finansują przede wszystkim wielkie koncerny przy udziale państwa ograniczającym się na ogół do sfer związanych z obronnością i bezpieczeństwem. W Europie proporcje są odwrotne ? tu wyspecjalizowane agendy rządowe sponsorują badania i wdrażanie ich rezultatów w firmach. Jak zatem widać, Europie chcącej konkurować w skali globalnej potrzebna jest zmiana samej filozofii. Nieustanne innowacje i szkolenie pracowników muszą się stać oczywistością. Już dziś wymusza je gospodarcza praktyka eliminująca z rynku kolejnych maruderów. Dlatego też zasadniczym założeniem Strategii Lizbońskiej jest nie tylko zwiększenie do 2010 roku wydatków na badania i rozwój technologiczny oraz innowacje do poziomu 3 procent, ale i sprawienie by 2/3 tych środków wygenerował sektor prywatny.

PG:
Jakie nadzieje wiąże Pan Premier z powstaniem Europejskiej Rady do spraw Badań. Czy powinna się ona stać miejscem refleksji nad zarysowanymi już w naszej rozmowie sprawami ogólnymi?
JB: Rada zajmie się przede wszystkim badaniami podstawowymi, z którymi w Europie jest całkiem dobrze. Badania te są swoistym wskaźnikiem rozwoju nauki w ogóle i stała, krytyczna ewaluacja zachodzących na tym polu zjawisk jest ze wszech miar potrzebna. Tak jak potrzebny jest, nazwijmy to, drugi biegun. Myślę tu o Europejskim Instytucie Technologicznym, w którym wielu widzi odpowiedź Starego Kontynentu na działalności słynnych MIT i CIT w USA. EIT powinien być miejscem koncentracji wiedzy na temat nauk stosowanych. Nie powinna to jednak być jakaś superinstytucja, a raczej sieć instytucji, gdzie większość uczestników badań będzie się ze sobą kontaktować za pomocą Internetu. Umożliwi to i ułatwi istnienie międzynarodowych zespołów badawczych, ich stały kontakt i choćby operacje finansowe. Na czele EIT należałoby postawić niewielkie ciało zarządzające wyposażone jednak w pewną władzę także w sprawach ewaluacji i selekcji projektów, a następnie ich sponsorowania. Musimy jednak jak ognia unikać dublowania pracy już istniejących placówek i ośrodków badawczych.

PG:
Jakie są szanse Wrocławia na to, by stać się siedzibą Instytutu?
JB: Całkiem spore, zwłaszcza gdy odrzucimy myślenie o gmachach, a zaproponujemy by EIT był budowaną oddolnie, otwartą wspólnotą badaczy połączonych zakresem prowadzonych prac i ich celem oraz gotowością przyjmowania nowych uczestników. Sądzę, że Instytut przyjmie od strony organizacyjnej postać kilku, 6-8 ośrodków na całym kontynencie. Wtedy zaś prawie na pewno Wrocław będzie gościć jeden z wydziałów Europejskiego Uniwersytetu Innowacji..

na zlecenie Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości

 

 

Jerzy Karol Buzek (66 lat) ? polityk i wieloletni pracownik naukowy. Premier rządu RP w latach 1997-2001.

Ukończył Wydział Mechaniczno-Energetyczny Politechniki Śląskiej w 1963 ze specjalizacją inżynieria chemiczna. Od 1997 r. jest profesorem nauk technicznych. Był pracownikem naukowym w Instytucie Inżynierii Chemicznej Polskiej Akademii Nauk w Gliwicach. Jest doktorem honoris causa uniwersytetów w Seulu i Dortmundzie oraz Politechniki Opolskiej.

Na początku lat 80. rozpoczął prace z dziedziny ochrony środowiska, w szczególności ochrony powietrza. Wyniki prac naukowych wdrożył bezpośrednio w przemyśle, między innymi w postaci kilku instalacji odsiarczania spalin. W 1992 roku kierował ogólnopolskim zespołem specjalistów przy opracowywaniu ekspertyzy PAN w tej dziedzinie oraz współorganizowałem Konsorcjum Ochrony Powietrza. Był członkiem i Sekretarzem Naukowym Komitetu Naukowego Inżynierii Chemicznej i Procesowej PAN oraz Rady Redakcyjnej głównego polskiego czasopisma naukowego z tej dziedziny ? ?Inżynieria Chemiczna i Procesowa?.

W 1998 został laureatem Nagrody im. Grzegorza Palki. W tym samym roku został również uznany Europejczykiem Roku przez Forum Izb Gospodarczych Unii Europejskiej.

W pierwszych polskich wyborach do Parlamentu Europejskiego, startując z listy PO uzyskał najlepszy rezultat w kraju. W PE był posłem-sprawozdawcą 7. Programu Ramowego Badań, Rozwoju Technologicznego i Wdrożeń Unii Europejskiej. W ubiegłym roku koledzy parlamentarzyści uznali go za Eurodeputowanego Roku w kategorii badania naukowe i technologie.


Niniejszy artykuł pochodzi z numeru sierpniowego Biuletynu Euro Info 2007.



« Wróć



Polecamy

tl_files/download/2011/Danusia/go china.jpg

 

Godło polski wraz z nazwą portalu

 

Logo portalu Europejski portal dla małych przedsiębiorstw

 

 

 

 

niebiesko tło z napisem Kwalifikator MSP

 

 tl_files/download/Lototypy/baner_oznakowanie_ce.gif

 


Link do polskiej strony sieci SOLVIT

Tańczące postacie ludzkie.


loga-dół

Komisja Europejska

Made by Webprovider